wtorek, 23 czerwca 2015

Chapter 1

Wstaje i odwracam się do okna. Zawsze mam takie uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Może to tylko złudzenie. Sana już nie wiem. Trzeba się w garść. Unieść lekko klatkę piersiową, wyprostować się, patrzeć przed siebie i iść prosto. Wychodzę z pokoju nieprzebrana. Schodzę biegnąc mocno po schodach, żeby dojść do kuchni. Czuje obiad. Mmm jak piękne pachnie. Nie mogę oderwać się od zapachu. Idę do kuchni, patrze, a obiad już nałożony do stołu. Jak zawsze elegancko.
Zawsze, gdy mama robi obiad, kładzie białe chusteczki i sztućce na stół. A potem gdy skończy obiad, nakłada mięso, puree i surówkę. Tak odświętnie jak na świętach. Mama zawsze mi powtarzała: " Nie garb się, bo będziesz wyglądała jak wielbłąd". To prawda. Czasami trzeba się słuchać własnych matek. Ale jak siedzę wyprostowania do stołu, to trochę bolą mi plecy. Kocham moją mamę, ale czasami bywa okropna. Zawsze się do tego przyznaje. Zawsze podczas obiadu, nie rozmawiamy ze sobą. Panuje cisza. To mnie trochę wkurza. Chciałabym coś powiedzieć, ale coś ściska mnie w środku, że nie mogę wydusić żadnego słowa. Nie wiem czemu. Zawsze się nad tym zastanawiam. Ale dlaczego ? Tego nikt nie wie. Wstaje z krzesła i przesuwam do stołu. Odkładam talerz do zlewu. Idę szybko do góry, żeby się przebrać. Nie będę cały dzień chodziła w piżamach.
Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Zakładam długie porwane spodnie i i bluzę szarą w kapturem. Zbieram się i idę do szkoły. Otworzyłam drzwi wejściowe i już prawie byłam przygotowana do wyjścia.
- Kochanie, nie zapomnij o śniadaniu do szkoły. - jak zawsze zapomina o tym.
- Dzięki. - wyszłam z domu i włożyłam śniadanie do plecaka. Ruszyłam w drogę do szkoły. Idę 15 minut do szkoły. Jestem już na miejscu. Wchodzę do środka. Tak jak mama kiedyś mi mówiła, jak pierwszy raz poszłam do szkoły: " Odwróć się, wyprostuj się, głowa podniesiona do góry i idź. Nie oglądaj się za nikim." Mówi takie mądre rzeczy, że aż czasami płakać mi się chce, jak ją słucham. To takie cudowne, gdy masz taką mamę i mówi ci, co masz robić. To takie piękne z jej strony. Dotarłam do swojej szafki, otworzyłam ją, wzięłam książkę, zeszyt i długopis. Już chciałam zamknąć szafkę, ale koleżanka wyskoczyła  znienacka i zatrzasnęła moją szafką.
- Erica, wystraszyłaś mnie !! Czy ty kiedykolwiek przestaniesz straszyć ludzi, to już bywa męczące.
- Przepraszam cie Sophie, nie chciałam cie aż tak przestraszyć, chciałam troszeczkę.
- Te:" aż tak" to ci się udało. Dobra koniec tego straszenia. Przejdźmy do rzeczy, widziałaś się z Lukiem ? - miała się w końcu z nim spotkać. Moja przyjaciółka Erica, zabujała się w nim.
- Szczerze ? Nie ! ... - już chciałam jej przerwać, ale nie udało mi się. Jak zwykle. - Właśnie miałam zamiar dzisiaj pójść do niego, jak jeszcze nie było cie w szkole. Ale jakaś dziewczyna podeszła do niego. Nigdy nie będę miała chłopaka.
- Nie martw się. Znajdzie się inny chłopak w twoim życiu. Nie przejmuj się. Dlaczego wybrałaś Luka ?! Nie rozumiem tego.
- Bo jest słodki, przystojny i ma świetny kaloryfer.
- Dziewczyno błagam cie. Znam go bardzo dobrze. Chodziliśmy kiedyś razem do przedszkola. Uwierz. Może i jest przystojny fakt, ale nie jest słodki i nigdy nie będzie. Najbardziej co mnie irytuję u niego to uśmiech. Myśli, że jest fajny, ale taki nie jest. Do każdej dziewczyny idzie. Jest z nią i po paru dniach zrywa, bo coś z nią jest nie tak.
- Naprawdę ?! Żartujesz sobie ?!
- Nie żartuje, mówię poważnie. On to w ogóle mami synek. Nie warto. Ja na twoim miejscu zostawiłabym go i czekałabym na księcia na czarnym koniu. - ta mina Erici. Hahaha
- A czemu nie na białym ?
- Bo tak mi się podoba. Dobra chodź, bo się spóźnimy na lekcje.
Ja z moją przyjaciółką poszłyśmy szybko na lekcje Historii. Zadzwonił dzwonek, akurat weszłyśmy już do środka, tak jak wszyscy moi koledzy i koleżanki. Usiadłam na koniec ławki, zawsze tam siedzę z Ericą. Wszyscy już usiedli do ławek, akurat w tym samym momencie przyszedł profesor Patel. Z nim to nigdy się nie nudzę. A ja, jak zawsze. Wyciągam powoli białą, dużą, czystą kartkę i rysuje, to, co wpadnie mi do głowy. Czasami udaje mi się, że w ogóle nie słucham go. Jestem w innym świecie. Jakbym była na innym planecie, że nikt nie może mnie znaleźć. Często z tego powodu, jestem smutna. Ale każdy, robi to, co chce. Na swoją własną odpowiedzialność. Tak jak w tej piosence "People, help the people", że każdy odnajduje swoją drogę i nie wie dokąd zmierza. Jakby szła dalej poza mgłą, której nie mogą znaleźć i upadają jak te anioły. Nie każdy jest idealny. Tak. Potrafię być bardzo uczuciowa. Ale to zależy o de mnie, czy mam taka być czy nie. Potrafię łamać zasady. Potrafię robić wszystko, co jest ze mną związane.

Zadzwonił dzwonek, wstałam powoli, zabrałam wszystko i przesunęłam krzesło do ławki, wyszłam z sali i poszłam od razu do swojej szafki, żeby znów zabrać swoje rzeczy na kolejne lekcje. Wzięłam jeszcze na wszelki wypadek słuchawki, jakby mi się nudziło. Zamknęłam szafkę, słuchawkę włożyłam do ucha, zaczęłam słuchać piosenkę "Holding on and Letting go". Uwielbiam tą piosenkę. Można powiedzieć, że ta piosenka opisuje mnie, jaka jestem w życiu naprawdę. Poszłam do sali plastycznej. Tam mam właśnie moje zajęcia. Mam zdolności plastyczne. Nie chce się chwalić, ale rysuje to, co przypomina mi się, jakie miałam dzieciństwo. No i potem zaczynam rysować. To moje jedyne hobbi. Jedynie, kto chodzi na te zajęcia, to tylko ja. Uwielbiam to robić, chociaż nikt tego nie rozumie, co ja lubię robić. Nie przyjmuje się tym. Bo po co ?! Każdy ma swoje zdanie i każdy ma swoje życie. Jestem normalną osobą. Zamknęłam powoli oczy. Wyobrażam uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi. To musi być cudowne uczucie. Szkoda, że ja nie mam takiego uczucia. Może, jestem z innej planety. Jak to woli.
- Sophie, pobudka. - powoli się obudziłam. Oczywiście musi to być profesorka Jenna Williams. Musiałaś mi przerwać, serio ? Wielkie dzięki. - chodź na zajęcia.
- Przepraszam, nie słyszałam dzwonka. Już wchodzę. - Jeśli, kiedykolwiek mnie obudzi, wstanę i normalnie złapię jej za szyję, że nie będzie oddychać.
Zaczęła się lekcja plastyki. Już teraz miałam ochotę, żeby narysować kolejny rysunek, ale ona oczywiście zawsze musi się wcinać. Nie lubię tego wręcz  przeciwnie. Ale bywa czasami wyluzowana. To w niej najbardziej lubię. Czasami rozmawiamy o moim ojcu. Bardzo go lubi. Mój ojciec i Williams znają się z czasów podstawówki. Sama nie mogę w to uwierzyć.
- Rozmawiałaś z twoim ojcem ? - patrzyła się i poprzewracała kartki i odniosła je na miejsce.
- Nie. Powiedział, że jest zajęty i że nie może rozmawiać. Jak skończy swoją pracę od razu do mnie zadzwoni. Brakuje mi go w domu i jego poczucie humoru.
- To prawda. Wiem, że tęsknisz za nim. Boli cie to, że nie jest z twoją mamą. Ale tak czasami jest. Świetnie dogadujesz się ze swoimi rodzicami. Ne da się tego ukryć. Ale musisz się z tym pogodzić, że nie będę razem. To było już tak dawno.
- Wiem i to rozumiem. Jeszcze nigdy tego nie powiedziałam, ale pani jest jedyną osobą, której mogę zaufać. I bardzo za to dziękuje.
- Sophie. Jestem od tego, żeby ci pomóc. Jakbyś miała jakieś problemy w domu czy ze swoimi przyjaciółmi, to przyjdź. Porozmawiamy sobie i wypijemy herbatę. A teraz uciekaj, teraz masz lekcje geografii.
- O kurde. Zapomniałam o tym. Bardzo dziękuje, że pani mi powiedziała. I dziękuje też za pomoc, którą pani mi oferuję. Do widzenia. 
- Cześć Sophie. Uważaj na siebie.
Szybko poszłam na lekcje geografii. Boże. Jak mogłam zapomnieć o najważniejszej lekcji.Skleroza ze mnie. Szybko pobiegłam na lekcje. Ja nie mogę. Aż miło mi się rozmawiało z panią Williams. Byłam już przy sali geografii. Wyciągnęłam powoli rękę do klamki, oddychałam ciężko i otworzyłam drzwi. Akurat, gdy otworzyłam facet, popatrzył się na mnie tak, jakby mi coś zrobił. Miał ciężką minę. Czasami nikt z mojej klasy, nawet ja ie rozumiemy go.
- Panno Wood. Co to jest za spóźnienie ? Dopiero zaczęliśmy lekcje, a ty już dopiero przyszłaś. - jest trochę na mnie zły. Zresztą, on zawsze jest zły. Po co to mu? Złość piękności szkodzi profesorku.
- Przepraszam, profesorze, ale rozmawiałam z panią Williams. Nawet pani, nie wiedziała, że dopiero skończyła się lekcja i zaczęła się kolejna. Może to potwierdzić - stałam jak wryta. Wszyscy się patrzyli na mnie, nie wiadomo po co.
- Dobra. Idź siadaj Wood. Na czym skończyliśmy ?
Nie lubię tego faceta. Ma niepokojąca twarz. I weź zrozum go. Jego postać mnie irytuję. Nie wiem czemu. Sam on jest irytujący. Nawet nie umiesz tłumaczyć. Jedynie co mnie bawi, to on nie odróżnia gdzieś jest północ, a gdzie południe. Zwykła logika. No wiadomo gdzie leży północ, a gdzie południe. Od tego jest mapa świata człowieku. Jedynie kogo rozumiem, to Williams, ona jest spoko. No może nie tylko ona. Ale też paru nauczycieli, których lubię. Na przykład od Wf. Ooo. Z niego to jest równy gość Johnson. On do wszystkich mówi po ksywie. No oprócz mnie. Zawsze do mnie mówi po imieniu. Pasuję mi to.

Zadzwonił dzwonek. Nareszcie koniec lekcji. Nie chce mi się siedzieć w tej szkole. Nic, tylko sama nuda. Nie wiem, kto i po co wymyślił tą szkołę. Nie lepiej zburzyć? Byłabym szczęśliwą dziewczyną. Tylko tyle powiem na temat szkoły. Wyszłam z tej "budy", żeby nie wypowiedzieć słowa na "SZ". Czy tylko ja mam z tym problem? Jednak chyba nie. Każdy też ma z tym problem.Nie jestem jedyną osobą. Może, nie jestem tylko osobą uczuciową, ale potrafię też się buntować. Ale wole tego nie okazywać, jeszcze przed moją mamą. Nie dziwie się jej. Też kiedyś się buntowała. Nawet teraz. I weź wytrzymaj się z nią w jednym domu. Kocham ją. Ale bywa czasami dziwna i zniesmaczona. To podobne do niej. Dobrze, że jej tu nie ma. Gdyby była, to by zrobiła ze mną ostry porządek. Ale by się wściekła. Ale dobra. Miejmy już to za sobą. Wróciłam już do domu. Zawsze gdy wchodzę do domu, to krzyczę: " Jesteś Mamo ?!". Teraz nie ma jej bo jest w pracy. I dobrze. Bo nie chce patrzeć na jej twarz, bo jeszcze pomyśli, że znowu coś jej zrobiłam. Walić to. Zdjęłam buty, poszłam do kuchni, żeby coś zjeść. Nie ma to jak tosty z masłem i z mięsem. Poszłam do góry, do swojego pokoju, otworzyłam laptop, patrze, a mój ojciec zadzwonił. Nareszcie. Tęskniłam za jego głosem. Jednak do niego zadzwonię. Odebrał:
- Cześć Kochanie, jak tam w szkole? - zawsze tak do mnie mówi, jeszcze z uśmiechem.
- Cześć tato. A wszystko w porządku. Miałam zajęcia dzisiaj z panią Williams i rozmawiałyśmy o tobie.
- Oo jak miło. Córeczko muszę coś ci powiedzieć, ale to bardzo ważne. - teraz to już zmienił mimikę twarzy. Co się dzieje ?!
- Mów. Słucham Cie.
- Ale lepiej byłoby, gdyby też twoja mama była przy tym.
- Ale czemu ?! Nie chce z nią rozmawiać. Kocham ją fakt. Sam wiesz, jaka ona jest.
- Wiem córeczko. Ale to poważna sprawa. Do tej sprawy, ona też jest wciągnięta. Przyjadę jutro. Twoja będzie wiedziała, o co mi chodzi. Przyjadę jutro.
- Ale tato... - rozłączył się. To pewnie coś poważnego. Pewnie, znowu coś zrobiłam.
Muszę zobaczyć o co się rozchodzi, bo sama już nie wiem co się dzieje. Ukrywają coś przede mną. ?! Mają jakąś tajemnicę ?! To robi się dziwne. Zobaczę, co mi się jutro poszczęści. Jak będzie coś złego. To już dziękuje bardzo.

niedziela, 21 czerwca 2015

BOHATEROWIE

-Sophie Wood. 17letnia dziewczyna o bujnych, długich kręconych brązowych włosach i o oczach piwnych. Jest typem osoby nieśmiałej, miłej i wrażliwej.
Przeprowadziła się z Manchester do Chicago.
Powodzi dobre życie. Dobrze dogaduje się ze swoimi rodzicami. 
Nigdy nie widziała swojego brata. Ma bardzo dobry kontakt ze swoją przyjaciółką Anną. 




 
- Matthias Wood. 25letni chłopak o ciemno brązowych włosach i ciemnych oczach. Jest osobą spokojną, zbuntowaną i wrażliwą. 
Uciekł z domu mając 10 lat. Parę razy wdał się w bójkę. Mieszkał u swojego przyjaciela. Przeprowadził się z Bradford do Chicago mając 21 lat. 
Jeszcze jako dziecko 18letnie wrócił do Manchester i pogodził się ze swoimi rodzicami. Nigdy nie widział swojej siostry. Ma 2 najlepszych kumpli Bena i Philla. Mieszka z ojcem.



 - Chuck Wood. 35letni mężczyzna o brązowych oczach. Jest osobą spokojną. Dobrze dogaduje się ze swoimi dziećmi. Była żona, wyrzuciła go z domu z powodu jego kochanki. Ma zakaz spotykania się ze swoją córką. 
Spotyka się z Sophie w tajemnicy przed swoją byłą żoną. Mieszka ze swoim synem w Chicago. On i jego syn mieszkają daleko od żony i córki. 





 - Kristen Wood. 30letnia kobieta o brązowych, prostych włosach i niebieskich oczach. Jest osobą prymitywną, spokojną. Dobrze dogaduje się ze swoją córką Sophie. Wyrzuciła, swojego męża z powodu jego kochanki. 
Mieszka ze swoją córką dalej od byłego męża z synem. 
Tęskni za Matthiasem. Mieszka w Chicago. 
Rodzice Kristen zginęli wypadku samochodowym gdy miała 5 lat. Jest jedynaczką. Była w domu dziecka. Uciekła stamtąd.